Nazywam się Justyna Talik, mam 21 lat, mieszkam w Częstochowie. Swoją edukację w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych im. Jacka Malczewskiego musiałam przerwać w bardzo ważnym dla mnie momencie.
W dyplomowo-maturalnej klasie dowiedziałam się, że jestem ciężko chora, diagnoza brzmiała - białaczka. Na szczęście trafiłam w ręce najlepszych specjalistów. Od lutego 2007 roku leczyłam się na oddziale DCTK z KBDSz, Prof. dr hab. med. Andrzeja Lange we Wrocławiu. Mój organizm nie protestował i posłusznie poddał się leczeniu. Dokładnie 3 lipca 2007 roku, całkowicie zdrowa, przeszłam zabieg przeszczepienia szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego. Już z zupełnie zdrowym szpikiem rozpoczęłam nowe życie. Przeszłam jeszcze spore komplikacje po przeszczepie, a mianowicie w płynie mózgowo-rdzeniowym wykryto prątki gruźlicy, co zdiagnozowano gruźliczym zapaleniem centralnego układu nerwowego. Na szczęście i to udało mi się pokonać, chociaż łatwo nie było.
Obecnie jestem w domu, odpoczywam, regeneruję siły i dużo maluję. Od zawsze pasjonowałam się sztuką, malowanie było dla mnie czymś zwyczajnym, codziennym zajęciem, o ile pozwalał na to czas. Dlatego tak ciężko było mi się pogodzić z wiadomością, że muszę z tego zrezygnować, gdyż materiały, których używałam do tej pory (farby olejne i wszystkie niezbędne podczas malowania rozpuszczalniki) są dla mnie niebezpieczne i mogą zagrażać mojemu zdrowiu. Wtedy zainteresowałam się akwarelą i pokochałam ją z całego serca. Tą techniką posługuję się od ok. roku. Jest trudna, praktycznie codziennie odkrywam jej nowe możliwości. To technika, w której trzeba mieć pewną rękę, nie bać się śmiałych pociągnięć pędzlem - ja często za dużo uwagi poświęcam na niepotrzebne detale.
Akwarela stała się sposobem na gorszy dzień, spadek sił czy nastroju, na przetrwanie miesięcy spędzonych w domowym zaciszu oraz na spełnianie się twórczo.